Back to top

Ewa Barciszewska

Wbrew przekonaniom co piątego zdrowego Polaka, a nawet samych chorych, którzy często domagają się specjalnego traktowania i rozmaitych przywilejów – sporo. Przecież człowiek leczy się po to, by wrócić do normalnego życia, a normalne życie to m.in. powrót na dawne miejsce pracy, odzyskanie sił i możliwości do uprawiania sportów oraz wszystkiego, co bez uszczerbku dla zdrowia daje w życiu przyjemność. Oczywiście, trzeba na siebie uważać, ale „uważać” to nie znaczy nic nie robić.
Wbrew pozorom to nie seks, ale śmierć jest największym tabu naszych czasów. Przypomina ona o przemijaniu, o tym, że każdy z nas może zostać zraniony. Śmierć, zwłaszcza dziecka, budzi w nas potężny lęk. Tym większy, im bliższa była nam osoba, która odeszła. W początkowym okresie po śmierci dziecka znajomi i przyjaciele osieroconych rodziców są bardzo poruszeni tym faktem. Jednak z upływem czasu oczekują od rodziców szybkiego powrotu do normalnego funkcjonowania. Gdy to nie następuje, znajomi przestają podtrzymywać kontakty, bo nie są w stanie unieść tego ciężaru. Według danych z Niemiec, dzieje się tak w 95 proc. przypadków.
Terapią fotodynamiczną zaczęłam się zajmować dziewięć lat temu, gdy tylko przyszłam do koła naukowego. I nie przestałam, choć koncentruję się dziś na innych sprawach. Terapia fotodynamiczna to jedna z metod leczenia nowotworów, w której używa się trzech składników. Pierwszym jest fotouczulacz – substancja podawana pacjentowi np. w zastrzyku czy w maści, która w nieco większej ilości gromadzi się w tkankach zmienionych chorobowo. Drugim elementem jest światło widzialne, a trzecim tlen. Kombinacja tych składników jest zabójcza dla chorych komórek, podczas gdy każdy z osobna nie jest toksyczny.
Wiosną ubiegłego roku w „Cancer Research” opublikowano wyniki badań, w których jest Pan pierwszym autorem. Czego dotyczyły? Chcieliśmy się dowiedzieć, dlaczego w przewlekłej białaczce szpikowej, leczonej nowoczesnym lekiem o nazwie imatynib (Glivec®), u 20 proc. pacjentów występuje pierwotna bądź wtórna oporność na ten lek.
W sytuacji odrzucenia przeszczepu bądź przedłużającego się w chorobach reumatycznych niechcianego zapalenia, szereg mediatorów komunikuje komórki układu odpornościowego między sobą, skłaniając je do większej bądź mniejszej aktywności. Dochodzi wówczas do nadprodukcji jednego z takich mediatorów, jednej z cytokin – interleukiny 15. Konsekwencją tego jest aktywacja układu odpornościowego i jego atak na tkankę albo na własny organizm.
Na czym polega działanie leków na nadciśnienie tętnicze? Mówiąc najprościej, leki te obniżają ciśnienie tętnicze krwi. Ale ciśnienie tętnicze u człowieka – czyli siła, z jaką krew naciska na naczynia, popychając krew do przodu – jest regulowane w bardzo skomplikowany sposób. Uczestniczy w tym wiele mechanizmów. Dlatego jest bardzo dużo leków, które je obniżają, a ich poszczególne grupy działają zwykle na jeden z elementów warunkujących to ciśnienie.
Coraz więcej jest naukowych dowodów na to, że niektóre geny są współodpowiedzialne za wystąpienie takiego czy innego uzależnienia. Ta współodpowiedzialność jest bardzo duża, szacuje się ją na 40-50 proc. Drugą sprawą są tzw. czynniki środowiskowe, czyli to wszystko, co człowieka w życiu spotyka: trudne wydarzenia życiowe, szczególnie sytuacje utraty, duże stresy...
Wywiad z prof. dr. hab. Janem Tatoniem, kierownikiem Oddziału Diabetologicznego Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych i Diabetologii II Wydziału Akademii Medycznej – Szpital Bródnowski w Warszawie, przewodniczącym Zarządu Oddziału Warszawsko-Mazowieckiego Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego.
Czy panuje moda na odchudzanie? Niestety tak, ale dotyczy tylko młodych ludzi, którzy myślą, że bycie szczupłym to jeden z niezbędnych elementów bycia atrakcyjnym dla innych oraz zdobycia i utrzymania dobrej pracy. Powiedziałam „niestety”, bo niezdrowe diety, które młode kobiety stosują dążąc do wyimaginowanego ideału, odbijają się na ich zdrowiu, a w skrajnych przypadkach prowadzą do anoreksji czy bulimii.
Koncepcję nadciśnienia tętniczego można sprowadzić do bardzo prostej mechaniki – to siła, z jaką krew naciska na ściany naczynia. Wysokie ciśnienie, które może uszkadzać ścianę naczynia, zwiększa ryzyko szeregu chorób, m.in. choroby wieńcowej, zawału, udaru mózgu, ale też przewlekłych chorób nerek, zaburzeń krążenia obwodowego, czyli najczęściej niedokrwienia kończyn.