Numer w aptece

Minister zdrowia Zbigniew Religa i prezes NFZ Andrzej Sośnierz ustalili, że farmaceuci będą mogli dopisać na recepcie numer PESEL, jeśli w ramach protestu przestaną go wpisywać lekarze. Poinformował o tym PAP w poniedziałek rzecznik Ministerstwa Zdrowia Marcin Trzciński. Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia, które weszło w życie 1 lipca, na recepcie na lek refundowany musi znaleźć się numer PESEL. Jeżeli go nie będzie, to - zgodnie z ustaleniami ministra i prezesa NFZ - farmaceuta w aptece będzie mógł go dopisać na recepcie, o ile pacjent przedstawi dokument tożsamości z tym numerem. Rzeczniczka prasowa Naczelnej Izby Aptekarskiej (NIA), Maria Głowniak powiedziała, że jeśli Izba otrzyma oficjalny dokument w sprawie dopisywania przez farmaceutów numeru PESEL, aptekarze nie będą protestować, mimo że nakłada to na nich dodatkowy obowiązek. Rozszerzenie protestu, polegające nie wpisywaniu PESEL-u na receptach, rozważa Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy (OZZL). Jego szef Krzysztof Bukiel powiedział w poniedziałek, że przed podjęciem decyzji o takiej formie protestu trzeba ocenić jego skutki. Jeśli uderzy to w pacjentów, którzy nie będą mogli wykupić leków, to takiej formy (protestu) nie będzie. Jeśli PESEL będą wpisywać farmaceuci, to taki krok jest możliwy - mówił Bukiel. PESEL-u nie będą wpisywać na receptach lekarze rodzinni i specjaliści, zrzeszeni w Porozumieniu Zielonogórskim (PZ). Jego rzecznik Robert Sapa powiedział w poniedziałek PAP, że nie ma to nic wspólnego z ewentualnym protestem OZZL. Zdaniem Porozumienia, umieszczanie PESEL-u na każdej recepcie to dla lekarzy rodzinnych, wypisujących ok. 80 proc. wszystkich recept, dodatkowy obowiązek. "Z naszych wyliczeń wynika, że przy ok. 40 pacjentach przyjmowanych dziennie w gabinecie, prawidłowe wpisanie numerów PESEL zajmie ponad godzinę. Ten czas będzie stracony dla pacjentów" - dodał Sapa.