Zastanawiam się, czy emigracja profesora uniwersytetu, lekarza, skrzypka, murarza czy cieśli jest inna? Oczywiście, warunki, a często i możliwości są inne. Ale w podłożu emocjonalno-intelektualnym?
Większość, decydując się na emigrację, szuka lepszego życia. Ameryka jawi się w snach i marzeniach jako Eldorado, kraj mlekiem i miodem płynący, ale przede wszystkim jako kraj wielkich możliwości.
Skrzypek wyjechał z Polski z nadzieją na karierę muzyczną. Przywiózł skrzypce. Prawdę mówić, udało mu się je przemycić, bo inaczej zapłaciłby bardzo wysokie cło. Ten instrument był dla niego całym majątkiem i nadzieją. Jak wielu przed nim, a zapewne i po nim, nie zastanowił się nad swoją przydatnością w Ameryce jako skrzypek. Nie przeprowadził „badań rynku” ani żadnych konsultacji. A skrzypce nie są instrumentem popularnym! Z wielkim trudem dostał się do orkiestry… Nie, nie do żadnej orkiestry symfonicznej. W węgierskiej knajpie, w której do obiadu rżnęli czardasza. Nie utrzymał się tam długo, mimo że „Polak Węgier dwa bratanki”. Przyjechał skrzypek z Debreczyna i naszego wirtuoza zwolniono. Nie miał nic. Poza ambicjami, bo marzenia i nadzieja na karierę mocno już wyblakły.
Znalazł pracę jako tragarz w firmie specjalizującej się w transporcie fortepianów. Dalej miał coś wspólnego z muzyką. Jak na ironię… Pewnego razu ogromna paka z instrumentem spadła mu na dłoń. Nic wielkiego się nie stało, ale przez miesiąc palec wskazujący miał w łupkach i nie mógł ćwiczyć. Zrozumiał, że może stracić najcenniejszy swój instrument, jakim są własne palce. Ale coraz częściej nawiedzała go refleksja, że swoją szansę na karierę skrzypka i tak już stracił, więc te kolejne paki, które mogą mu spaść na dłoń, nie mają specjalnego znaczenia.
Jednak w zakamarkach jego duszy jeszcze żyje pragnienie grania w wielkiej orkiestrze symfonicznej. Oczami wyobraźni widzi siebie na scenie, w jupiterach świateł, ze skrzypcami i smyczkiem w rękach, kłaniającego się publiczności, która żegna go owacyjnymi brawami… To boli. Nie wiedział wcześniej, jak bardzo.
Zastanawiam się, czy emigracja profesora uniwersytetu, lekarza, skrzypka, murarza czy cieśli jest inna? Oczywiście, warunki, a często i możliwości są inne. Ale w podłożu emocjonalno-intelektualnym?
Większość, decydując się na emigrację, szuka lepszego życia. Ameryka jawi się w snach i marzeniach jako Eldorado, kraj mlekiem i miodem płynący, ale przede wszystkim jako kraj wielkich możliwości.
Skrzypek wyjechał z Polski z nadzieją na karierę muzyczną. Przywiózł skrzypce. Prawdę mówić, udało mu się je przemycić, bo inaczej zapłaciłby bardzo wysokie cło. Ten instrument był dla niego całym majątkiem i nadzieją. Jak wielu przed nim, a zapewne i po nim, nie zastanowił się nad swoją przydatnością w Ameryce jako skrzypek. Nie przeprowadził „badań rynku” ani żadnych konsultacji. A skrzypce nie są instrumentem popularnym! Z wielkim trudem dostał się do orkiestry… Nie, nie do żadnej orkiestry symfonicznej. W węgierskiej knajpie, w której do obiadu rżnęli czardasza. Nie utrzymał się tam długo, mimo że „Polak Węgier dwa bratanki”. Przyjechał skrzypek z Debreczyna i naszego wirtuoza zwolniono. Nie miał nic. Poza ambicjami, bo marzenia i nadzieja na karierę mocno już wyblakły.
Znalazł pracę jako tragarz w firmie specjalizującej się w transporcie fortepianów. Dalej miał coś wspólnego z muzyką. Jak na ironię… Pewnego razu ogromna paka z instrumentem spadła mu na dłoń. Nic wielkiego się nie stało, ale przez miesiąc palec wskazujący miał w łupkach i nie mógł ćwiczyć. Zrozumiał, że może stracić najcenniejszy swój instrument, jakim są własne palce. Ale coraz częściej nawiedzała go refleksja, że swoją szansę na karierę skrzypka i tak już stracił, więc te kolejne paki, które mogą mu spaść na dłoń, nie mają specjalnego znaczenia.
Jednak w zakamarkach jego duszy jeszcze żyje pragnienie grania w wielkiej orkiestrze symfonicznej. Oczami wyobraźni widzi siebie na scenie, w jupiterach świateł, ze skrzypcami i smyczkiem w rękach, kłaniającego się publiczności, która żegna go owacyjnymi brawami… To boli. Nie wiedział wcześniej, jak bardzo.
profesor Uniwersytetu w Buffalo