Magiczne pigułki i sztuczne raje

Portret Michała Choromańskiego (pastel),  Stanisław Ignacy Witkiewicz;  ze zbior

Roślinne środki halucynogenne od zawsze fascynowały środowiska twórcze. Ich przedstawiciele uważali je za środek inspiracji twórczej, przyczyniający się do „poszerzania wyobraźni” i poszukiwania „sztucznych rajów”.

Co się odczuwa? Co się widzi? Rzeczy cudne, nieprawdaż? Widowiska nadzwyczajne? Czy to bardzo piękne? Bardzo straszne? Bardzo niebezpieczne?
Charles Baudelaire, Wino i haszysz (Sztuczne raje)
Warszawa, 1926

Pewnego grudniowego wieczoru na początku lat 40. XIX wieku francuski pisarz, poeta i eseista Théophile Gautier – przyjmując enigmatyczne zaproszenie – skierował się do starego Hôtelu Pimodan, znajdującego się w samym sercu Paryża, na tajemnicze zebranie. Wśród zgromadzonych czekali już m.in. znany francuski psychiatra Jacques-Joseph Moreau de la Tour, wielki poeta francuski Charles Baudelaire. Miał to być kolejny wieczór eksperymentu z roślinnymi środkami halucynogennymi.

Doktor Moreau de la Tour

Ten „klub haszyszystów” stworzył doktor Moreau, który – zainspirowany swymi podróżami do Syrii, Egiptu i Azji Mniejszej – eksperymentował z roślinnymi środkami halucynogennymi, zwłaszcza z haszyszem, uznając ten środek za przydatny w terapiach psychiatrycznych. Swoje doświadczenia opisał w wydanej w 1845 roku pracy „O haszyszu i alienacji mentalnej” (Du haschisch et de l’aliénation mentale), w której rozróżnił marzenia senne, delirium i halucynacje wywołane haszyszem. Była to pierwsza rozprawa naukowa poświęcona działaniu narkotyków.
Do eksperymentów z haszyszem doktor Moreau zachęcił Théophila Gautiera, który używał narkotyku jako środka inspiracji twórczej „poszerzającego wyobraźnię” oraz w celu poszukiwania „sztucznych rajów”. Gautier opisywał doznane wrażenia w serii artykułów do pisma „Revue des Deux Mondes”. Działanie haszyszu podzielił na trzy etapy: od nadwrażliwości na bodźce, poprzez wrażenie rozciągniętego czasu, aż do pojawienia się fantastycznych, groteskowych wizji figuralnych.

Gautier zażywał haszysz kilkakrotnie, robił to jednak wyłącznie w celach eksperymentalnych, chcąc poznać nowe źródła natchnienia. Uważał bowiem, że prawdziwy twórca nie potrzebuje sztucznie wywołanych wizji i powinien się opierać wyłącznie na własnych, „naturalnych” i prawdziwych myślach twórczych, a nie tych wywołanych przez jakiekolwiek czynniki zewnętrzne.

Klub haszyszystów

Roślinne środki halucynogenne fascynowały środowiska twórcze. Do „klubu haszyszystów” należeli malarze (Honoré Daumier, Eugène Delacroix), pisarze (Gérard de Nerval, Gustave Flaubert, Victor Hugo czy Honoré de Balzac). W posiedzeniach tych uczestniczył również Charles Baudelaire.

Najczęstszą zachętą lub też okolicznością sprzyjającą do poznania narkotyków były modne w tamtych czasach podróże na Wschód. Charles Baudelaire w 1841 roku został wysłany przez matkę i ojczyma w podróż morską do Indii. Miał to być dla młodego poety, niepokornego indywidualisty, sposób na oderwanie się od złego towarzystwa. Wprawdzie Baudelaire nie dotarł do Indii, można jednak przypuszczać, że w tej podróży po raz pierwszy poznał roślinne środki halucynogenne, haszysz i opium. Ich działanie i znaczenie opisał obszernie w swoich dwóch rozprawach: „Wino i haszysz (Sztuczne raje)” oraz „Pożeracz opium”.

Choć Baudelaire nie krył swej niezdrowej fascynacji wizjami narkotykowymi, to jednak deklarował się jako zdecydowany wróg haszyszu. Opisywał przykłady działania tego środka, wskazując na zgubne skutki uzależnienia fizjologicznego i moralnego. Przestrzegał także przed popularną wówczas konfiturą narkotykową „dawameskiem” – mieszaniną konopnej żywicy z miodem, olejem sezamowym i pistacjami.

Leczniczo i romantycznie

W tamtych czasach bardzo często wykorzystywano narkotyki do leczenia skutków chorób wenerycznych oraz jako środki uśmierzające ból czy uspokajające. Najczęściej stosowano opium, a jako środek przeciwbólowy także laudanum. Jednak dla romantycznych dandysów i dekadentów opium i produkty konopii indyjskich stały się swego rodzaju stylem życia i twórczości. Fascynowali się nimi także romantycy angielscy: Samuel Taylor Coleridge czy Thomas De Quincey (autor „Wyznań angielskiego opiumisty”, przetłumaczonych na język francuski przez poetę Alfreda de Musset). Z polskich romantyków doświadczenia z opium mieli Juliusz Słowacki i Zygmunt Krasiński. Pierwszy z nich opisał je w poemacie „Lambro”, natomiast drugi w listach do przyjaciół i w szkicu napisanym po francusku zatytułowanym „De l’ether”.

Eksperyment Witkacego

W czerwcu 1928 roku w Warszawie odbył się eksperyment narkotykowy, w czasie którego Stanisław Ignacy Witkiewicz, w obecności swojej żony Jadwigi i doktora Prospera Szmurły, zażył rozdrobnione pigułki wyciągu z halucynogennego kaktusa peyotlu. Świadkowie mieli za zadanie ścisłą obserwację i szczegółowe notowanie doznań bohatera. Oryginał tego sprawozdania odnalazł się w papierach po Witkacym w Bibliotece Jagiellońskiej.
Witkacy po raz pierwszy zetknął się z narkotykami w Rosji. Był tam leczony morfiną. Później zażywał kokainę, palił haszysz, poznał opium. „Wzmacniał” często działanie halucynogenne kofeiną, alkoholem i tytoniem. Przy tym te trzy ostatnie używki uważał za daleko bardziej zgubne i uzależniające.

Narkotyki uważał za swego rodzaju sposób „teleportacji” do zamkniętych zwykle czeluści świadomości i „rozszerzenie” wyobraźni twórczej. Poza sprawozdawczym opisem wizji narkotykowych, zajął się również działaniem roślinnych środków halucynogennych i innych używek. Opisał je w dziele „Narkotyki”. Skupił się nie tylko na ich działaniu, ale również na fizjologicznych i społecznych skutkach zażywania narkotyków, zawsze określając je negatywnie.

W 1927 roku została wydana powieść „Pożegnanie jesieni”, zawierająca opis wizji i skutków działania peyotlu. Opis ten był tak dokładny i modelowy, że został zacytowany przez profesora Jana Muszyńskiego w „Wiadomościach Farmaceutycznych”. Profesor określa wprawdzie „Pożegnanie jesieni” jako „powieść plugawą”, ale dodaje jednocześnie, że „jest to jedyna polska powieść, w której odmalowane są z niezwykłą precyzją wrażenia kokainomana”. Sam Witkacy był niezwykle dumny z tego faktu.

Firma portretowa Witkacego

Plastycznym zapisem wizji artysty owładniętego „poszerzoną” wyobraźnią są jego pastele w postaci fantastycznych kompozycji oraz wizerunki ludzi malowane pod szyldem „Firmy Portretowej. S.I. Witkiewicz”. Została ona założona w 1924 roku w Warszawie i dała Witkacemu możliwość prowadzenia nie tylko działalności artystycznej, ale również zarobkowej – z malowania portretów czerpał całkiem spore zyski. Firma miała nawet zabawny regulamin, zredagowany przez samego właściciela. Napisano w nim, że model jest prawie całkowicie „ubezwłasnowolniony” wobec firmy, miał on tylko prawo do uiszczenia stosownej zapłaty za portret.

Większość portretów była zapisem wizji artysty owładniętego nie tylko przez narkotyki, ale także przez używki – co Witkacy skrzętnie notował na marginesie malowanych portretów.

Najciekawsze są definicje typów portretów: A, B, C, D, E, z których dwa pierwsze A i B były najbardziej „wylizane” lub „bardziej charakterystyczne, jednak bez cienia karykatury”, malowane bez użycia dodatkowych środków „poszerzających” natchnienie. Typ C wyrażający „Czystą Formę” był wykonywany „przy pomocy C2H5OH i narkotyków wyższego rzędu”. Typ B+D nosił cechy „spotęgowania charakteru”, natomiast typ E był „kombinacją z poprzednimi rodzajami”. Witkacego pasjonowało to łączenie psychologii ze sztuką. Na portretach, obok podpisu i daty, widzimy krótkie notatki: „NP” – nie palił, „Nπ” – nie pił, „Co” – kokaina, „peyotl”, „Mesk[alina]”.
Pod obrazami były też podpisy-receptury, wymieniające składy stosowanych mikstur aptecznych. Zawierały one m.in. olejek migdałowy, walerianę, mentol. Witkacy podawał również sposób użycia tych mikstur, informował, ile przyjął kropli. Podawał również informacje, ile dni nie pił, ile nie palił. Były tam bardzo bezpośrednie oświadczenia typu: „3 wódy i 2 pyfka”.

W latach 1929-1932 zwiększyła się liczba portretów malowanych pod wpływem narkotyków wyższego rzędu. Szczególne wrażenia Witkacy osiągał po zażyciu peyotlu. W czasie tych wizji jego wyobraźnię zaludniało prawdziwe kłębowisko fantastycznej menażerii, wijącej się w nieustannych wirach, o ostrych kolorach, które potrafił precyzyjnie określić i odtworzyć w swoich obrazach.

Należy jednak powtórzyć za wszystkimi badaczami talentu i biografii Witkacego, że pomimo ciągłego eksperymentowania z narkotykami, Witkacy nie uzależnił się od nich. Świadczą o tym jego obiektywnie prowadzone zapisy badań i analiz działania narkotyków, a także potwierdzają to jego ówcześni przyjaciele, przede wszystkim doktor Teodor Birula-Białynicki. Część tworzonych przez Witkacego portretów można obejrzeć w Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie.

autor:
Maryla Śledzianowska
kustosz Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie,
współpracuje z Muzeum Farmacji im. Antoniny Leśniewskiej